Salento. I najwyższe palmy na świecie.


Po przeprawach przez tropikalną przyrodę Tayrony, żegnamy się z morzem Karaibskim. Cztero-godzinny autobus do Cartageny ( ah! Cartagena…! Opuszczałam to miejsce z ogromnym żalem, że tak krótko i z postanowieniem, że do tego miasta wrócić trzeba koniecznie..), z Cartageny nocny bus do Medellin a stamtąd do Armenii.

 

 

DSC_1332

Nasz cel – maleńka miejscowość o dźwięcznej nazwie Salento (1895 m n. p. m.).

Niestety, nie udaje nam się złapać ostatniego jadącego tam Colectivo, bierzemy taksówkę. Jedziemy długo, wokół czerń i gdzieś, w domyśle, góry i lasy. Kierowca zjeżdża serpentyną w dół do doliny, mam nieodparte wrażenie zjeżdżania w środek ziemi…

I jest Salento! Mały ryneczek, niskie, bardzo kolorowe domki, impreza z Salsą i Cumbią na przeciwnym końcu skweru. Kameralnie i czarująco. I… zimno! Miejscowi chłopcy pomagają nam znaleźć ‘Hotel, muy barato’ (tani!).

DSC_1364

DSC_1369

Rankiem wyruszamy do Valle de Cocora, doliny i gór wokół porośniętych tzw. cloud rainforest, i… gigantycznymi palmami! Wrażenie jest niebywałe, tym bardziej, że palmy (wax palms) osiągają nawet 60m wysokości – to najwyższe palmy na świecie.

DSC_1389

 

DSC_1423

DSC_1425

Dojazd – przeładowanym Jeepem Willisem. Idziemy ponad 4h przez swojsko wyglądające polany, las deszczowy (już mniej swojsko) i przewieszone nad strumieniami drewniane mostki. Niestety trekking kończymy solidnie zmoknięci. Deszcz w Salento pada codziennie. Pada po południu i pada mocno. ‘Esto es Tropique’ mówi nam miejscowy przy kieliszku Aguardiente.

Nat.

DSC_1380

DSC_1403

DSC_1411

Podziel się !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *