
W Caraz lądujemy wcześnie rano. Granatowe niebo i mocne słońce chwilowo przeganiają moją największą obawę – będzie zimno… Kolejnego dnia stoimy już na starcie szlaku, szeroko znanego jako S a n t a C r u z. Na wejściu zatrzymuje nas przygłupi strażnik, krzycząc najpierw, że bez przewodnika do parku wejść nie możemy (co jest wierutną bzdurą). Potem, że musimy wracać się do Huaraz ( 2h busem) po jakiś dokument ‘muy importante’. W końcu, […]